Drogi użytkowniku!
Witaj na męskim forum! Jeżeli poszukujesz tutaj pomocy w temacie seksu, związków, mody, zdrowia lub czegokolwiek innego, dołożymy wszelkich starań, abyś wyszedł (albo został) z uśmiechem na ustach. Nim będziesz stawiać swoje pierwsze kroki, zapoznaj się proszę z regulaminem (I zasadami poprawnej pisowni). Nie bój się zakładać nowych tematów i proponować zmian na forum, każda pomoc jest mile widziana.

Czy jestem nie do wytrzymania?

Dział specjalnie dla waszych problemów w związkach. Jeśli nie wiesz co zrobić, kiedy następują ciche dni, on/ona się nie odzywa, nie wiesz jak zbudować zdrowy związek, uwolnić się od toksycznej osoby albo masz jakiś inny problem, napisz tutaj.
Leaf
Nowicjusz
Posty: 1
Rejestracja: 07 lip 2018, 15:32
Płeć: Mężczyzna

#1 Czy jestem nie do wytrzymania?

Nieprzeczytany postautor: Leaf » 07 lip 2018, 16:39

Cześć, przepraszam że się nie przedstawiłem dopiero co założyłem tutaj konto i chciałbym się wam zwierzyć. Mam 22 lata. Jestem najstarszy z rodzeństwa, rodzice mnie trochę rozpuścili z tego powodu dlatego zawsze musiałem postawić na swoim i płakałem jak coś mi nie było dane. Jeżeli chodzi o zabawki i innego tego typu rzeczy to akurat tu było wszystko w porządku bo rodzice nie mieli wtedy na nic pieniędzy, ale i tak dorastając stałem się beztroskim dzieckiem o słabych nerwach któremu dokuczano w szkole przez co mój poziom asertywności był na poziomie zero, przez co teraz mam delikatny problem z postanowieniem sie komuś i wyrażaniu swoich argumentów. nigdy nie musiałem pracować, mój tata to złota rączka zna się na wszystkim, zawsze jest pewny siebie zawsze wie jak sobie poradzić z problemami. Zawsze chciał abym też taki był i strasznie na to napierał. A napierając na mnie jeszcze bardziej wyręczał mnie we wszystkim, dziwne ale tak było. Dopiero wyjeżdżając na studia do innego miasta zacząłem ogarniać życie, zaczęłam się interesować wszystkim. Zaczynałem czuć satysfakcję z rzeczy które robiłem bo zaczynałem być niezależny. Oczywiście wiem że to nie jest powód do dumy bo każdy przeciętny mężczyzna dużo wcześniej staje się niezależny ale to był dla mnie duży progres. Pomimo tego że stałem się pewniejszy siebie i umiem sobie poradzić z problemami i nie muszę się zwracać z tym do rodziców jednak wciąż moja asertywnośc jest na bardzo niskim poziomie, czasem sobie wmawiam że nie ma sensu się denerwować i odpuszczam żeby nie doprowadzać do konfliktu,wiadomo czasem nawet lepiej bo czuję się mądrzejszy od innych ale czasem powinienem właśnie umieć postawić na swoim. I to jest to co przeszkadza mojej dziewczynie.
Przyjaznlismy się na początku, bardzo dobrze nam się rozmawiało mieliśmy między sobą jakaś więź ale ona była zdania że nigdy nie bylibyśmy razem i nie ma takiej opcji ,spotykaliśmy się raz na miesiąc i byliśmy sobie bardzo bliscy oprócz tego rozmawialiśmy dużo na FB ona jednak nie wprowadzała mnie w swój świat wiedziałem jednak że jej życie wtedy to byl spontan, melanże alkohol i przystojni wysocy chłopacy. Pomimo że mówiła mi wprost że nigdy nie będziemy razem była starsznie zazdrosna o moje ekscesy miłosne o których jej opowiadałem i jak raz koleżanka u mnie spala na innym łóżku to stwierdziła że to nie wporzadku. Gdy się z nią spotykałem byłem jej super kumplem przytulalismy nawet całowaliśmy po pijanemu. Ale traktowała mnie tak obojętnie w trakcie naszych spotkań, niby się widzimy lubimy i nawet całujemy ale nadal jestem wśród grona jej znajomych jej zwykłym kumplem. Oczywiście jak byliśmy w związku przyznala mi się że jednak chciała coś ale nie dokonca sam nie wiem co o tym myśleć, miała mnie za lowelasa i się bała o to że dalej taki będę . W pewnym momencie popsuł nam od kontakt starałem się jak mogłem ona mnie wprost nienawidzila i stwierdzolem że to nie ma sensu i chciałem zakończyć ta znajomość. Ona jednak mnie uprzedziła w tym co chciałem zrobić że tak będzie lepiej. Okazało się że się we mnie zakochała i woli odejść z mojego życia żeby jej przeszlo, nie pozwoliłem jej. W związku było cudownie jak to zawsze jest na początku jednak był jeden problem, chorobliwa zazdrość sprawdzała mi telefon nie pozwalała mi gadać z dziewczynami na studiach a w autobusie patrzeć na dziewczyny (nigdy nie patrzyłem, obserwowałem normalnie każda osobę mezczne kobietę dziecko psa ), przystałem na to jednak jej zazdrość stawała się coraz bardziej uciążliwa sprawdzała mi wiadomości które miałem parę lat temu i robiła mi wywiad jak i dlaczego tak pisałem. Przynajmniej raz na tydzień była jakaś akcja zazdrości. Pojechaliśmy za granicę do pracy tam nie było już miejsca na zazdrość nie miała co przeglądać już w telefonię, wszystko przejrzała i nie było już możliwości bo jesteśmy ciągle razem. Praca jak to praca ciężka nieradzila sobie z tym psychicznie i fizycznie chciałem ją pocieszać i pomagać że będzie dobrze, ale flustracja jaka ja naszla, ogólnie to ona zawsze tak ma w sytuacji stresowej że wszystko ja denerwuje i oczywiście wszystko wyładowuje na mnie ale jak leży sobie na łóżku z laptopem i ogląda seriale to wtedy jest wzyzstko ok i jest szczęśliwa, ja pracuję dłużej niż ona i w nocy nigdy nie narzekam oczywiście wiem że jest jej ciężko i robię wszystko co się da żeby było jej lzej, czasem powiem coś ze sobie przeciąłem palec to denerwuje się że się użalam nad sobą. Ogólnie w Polsce zawsze się zajmowałem u nas na mieszkaniu wszystkim sprzątałem chodziłem na studia ona miała przerwę i siedziala całymi dniami na mieszkaniu. Okazało się że ten wyjazd za granicę organizuje jej znajoma której nie znam i dogadywała się z nią własnoręcznie , ja się nie wtrącałem bo zapewniła mnie że super ok ta jej koleżanka wszystko nam zalatwi.potem stwierdzila że mógłbym się czymś zainteresowac i załatwić coś sam, ale nie chciałem się wtrącać i załatwiać coś co jest nam na rękę z obcą mi osobą dlatego pozwoliłem jej żeby się tym zajęła zresztą sama tak chciała. I tak się zaczęło takie małe proste drobne sprawy uważała że nic mnie nie interesuje, ja załatwiam pracę ( potem okazało się że sami musieliśmy sobie ogarnąć prace)zamawiam taxowki rozmawiam z ludźmi po angielsku chodzę do sklepu i niosę ciężkie rzeczy bo nie mamy tutaj za granicą samochodu to są niby normalne męskie rzeczy ale staram się jak mogę. Teraz jest tak że cokolwiek nie powiem cokolwiek nie zrobię wpada w szał i krzyczy nawet boję się teraz odezwać bo mogę powiedzieć coś nieodpowiedniego. Oczywiście gdy spotykamy kogoś znajomego zamienia się w aniołka że ślicznym głosikiem. Wiem że jest jej ciężko i że jest bardzo słaba psychicznie osoba i chciałaby żebym ja zrozumial ale czasem nie mam siły ani pojęcia jak to zrobic. Ciągle na mnie krzyczy przeklina , ja nigdy nie podnioslem na nią głosu a jak powiem coś o ton głośniej to się obraża że na nią krzyczę. Teraz jestem pod presją żeby czegoś nie zrobić to właśnie częściej zapominam zamknac drzwi do pokoju umyc talerz i rozne takie blachę rzeczy ktore wprowadzają ja w szal. Ogólnikowo uważa że jestem dzieckiem i nie mam asertywności i że mam się zmienić, ale czy warto? Czy ja jestem ciężki do zniesienia? Mam potężny mętlik w głowie nie wiem ile ja mam winy czy ona ma rację czy obydwoje mamy swoje rację .przytoczyłem ta początkowa historię żeby zobrazować mniej więcej moja osobowość żeby można było popatrzeć obiektywniej na sprawę. Potrzebuje waszej opinii.

Awatar użytkownika
AngelSue
Warchoł
Posty: 334
Rejestracja: 27 sie 2016, 0:13
Płeć: Kobieta

#2 Czy jestem nie do wytrzymania?

Nieprzeczytany postautor: AngelSue » 08 lip 2018, 22:12

Leaf pisze:Źródło posta W związku było cudownie jak to zawsze jest na początku jednak był jeden problem, chorobliwa zazdrość sprawdzała mi telefon nie pozwalała mi gadać z dziewczynami na studiach a w autobusie patrzeć na dziewczyny (nigdy nie patrzyłem, obserwowałem normalnie każda osobę mezczne kobietę dziecko psa ), przystałem na to jednak jej zazdrość stawała się coraz bardziej uciążliwa sprawdzała mi wiadomości które miałem parę lat temu i robiła mi wywiad jak i dlaczego tak pisałem


Wg mnie trzyma Cię na smyczy, bo traktuje Cię jako bezpieczną przystań która zawsze ją przygarnie w razie w.
Nie daj sobą manipulować i wmawiać sobie że jesteś nie do zniesienia. Na pewno nie jesteś idealny, ale spójrz na sytuacje jako osoba trzecia. Co Ty byś doradził swojemu kumplowi po wysłuchaniu takiej historii i znając fakty jakie znasz. Opieraj się na faktach nie domysłach.
Czy wiedząc to co wiesz dzisiaj, i czując to, co czujesz dzisiaj akceptujesz ten związek i chcesz spędzić tak resztę życia?
" Lepiej być nienawidzonym za to kim się jest, niż kochanym za to, kim się nigdy nie będzie"


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 6 gości