Drogi użytkowniku!
Witaj na męskim forum! Jeżeli poszukujesz tutaj pomocy w temacie seksu, związków, mody, zdrowia lub czegokolwiek innego, dołożymy wszelkich starań, abyś wyszedł (albo został) z uśmiechem na ustach. Nim będziesz stawiać swoje pierwsze kroki, zapoznaj się proszę z regulaminem (I zasadami poprawnej pisowni). Nie bój się zakładać nowych tematów i proponować zmian na forum, każda pomoc jest mile widziana.

Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Dział specjalnie dla waszych problemów w związkach. Jeśli nie wiesz co zrobić, kiedy następują ciche dni, on/ona się nie odzywa, nie wiesz jak zbudować zdrowy związek, uwolnić się od toksycznej osoby albo masz jakiś inny problem, napisz tutaj.
Primo42
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 04 paź 2018, 21:45
Płeć: Mężczyzna

#1 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: Primo42 » 04 paź 2018, 21:54

Witam, proszę Was o pomoc, jestem bliski obłędu …
Krótko opiszę swoją historię, gwarantuje że będzie się działo… gotowy scenariusz na film …
Wydawało by się ze dwie pokrewne dusze zawsze się dogadają … czasami jednak życie pisze inne scenariusze …
Moje story podzielę ją na dwie części: „Ex żona” oraz „Ona”…
„Ex żona”
Jestem facetem, mam 42lata, 2 lata temu moja była żona miała romans (z 21latkiem) po którym rozpadło się moje małżeństwo; przeżyłem dramat, moje życie rozpadło się, straciło sens …
Czy byliśmy idealnym małżeństwem? na pewno nie, natomiast na pewno „normalnym” jakich 90% wokoło; oboje mieliśmy pracę, żyliśmy w miarę spokojnie, dostatnie, bywały też kłótnie …. głównie o to że zarabiałem mniej, byłem mało ambitny… i już nie godziłem się być „tatą i mamą” na pełny etat ; żona robiła karierę , zarabiała pieniądze więc wydawało się jej że może siedzieć w pracy do wieczora, z weekendami włącznie …
zarabiała więcej, pracowała w nieruchomościach, ja jako inżynier; krótko mówiąc było w miarę ok …ale pewnie czegoś brakowało, może miłości, może zbyt dużo problemów, rutyna …
nigdy jej nie zdradziłem, przez 10 lat małżeństwa nie dałem jej najmniejszych powodów do zazdrości, niepokoju; starałem się być przede wszystkim jak najlepszym ojcem dla syna … bo na co dzień brakowało mu matki … widocznie nie starczyło mi sił aby być jeszcze super mężem … przyznaję …ale dawałem tyle ile mogłem … czasem kwiaty, jakiś prezent, miłe słowo … niestety, dalej już poszło jak wspomniałem wcześniej…
Gwoździem do trumny był wyjazd żony na tygodniowe wakacje z kochankiem we wrześniu 2016 do Grecji; w tym czasie mój syn został ze mną w domu; zaczął w tym czasie szkołę – 1 klasa; wiadomo , było sporo stresu.
Odnośnie samego jej romansu, nie będę opisywał szczegółów bo byłoby tego za dużo ale działo się …
Telefony od gówniarza z pogróżkami (żebym wyskoczył z nim na solo, że dostanę wpier***), szyderstwa ze strony ex; poniżanie, wyśmiewanie mojej męskości, zarobków, zaradności itd….
Krótko mówiąc to był koszmar… wszystko trwało jakieś 2 miesiące, nie jadłem , nie spałem , schudłem 15kg .. wielokrotnie mówiłem, prosiłem żeby dała sobie spokój z tym idiotą … nie słuchała …ba, do niczego się nie przyznawała, zrobiła ze mnie psychopatę, pośmiewisko przed całą jej rodziną … omal nie zwariowałem, byłem bliski obłędu, kochałem ją i nienawidziłem jednocześnie, nie mogłem patrzeć jak cierpi moje dziecko, jak płacze w trakcie naszych kłótni , jak ona kłamie, do niczego się nie przyznaje… umierałem z dnia na dzień .. nie wiedziałem co robić; odejść czy zostać… zostać dla syna czy zacisnąć zęby i odejść .. w końcu zatrudniłem detektywów, prawda wyszła na jaw, schadzki weekendowe oraz wakacje w Grecji; to był koniec .. wyprowadziłem się z domu, to był jeden z najgorszych dni w moim życiu .. w jej trakcie mój 6 letni syn płacząc trzymał mnie za nogawkę i prosił „tatusiu, nie odchodź” natomiast ex potrafiła powiedzieć „ widzisz Kubusiu, tata odchodzi bo cie nie kocha” … w takich momentach czujemy gniew, bezradność, umieramy, serce przestaje bić …
To był 20 września …. Dopiero wtedy zdałem sobie sprawę jak bardzo ja kochałem, niestety było już za późno …. Nie moglibyśmy już nigdy być razem, wiedziałem o tym…
Dzięki Bogu przeżyłem, z pomocą rodziny i znajomych … przez kolejne miesiące mieszkałem „kątem” u znajomych z pracy … codziennie płacząc do poduszki , zadając sobie pytanie „ dlaczego” ???…
Oczywiście romans żony skończył się bardzo szybko, na wspomnianych wakacjach; małolat poszedł w tango i wreszcie doszło do niej co zrobiła … pomimo tego wciąż do niczego się nie przyznawała … niby chciała wrócić ale wciąż udawała że nic się nie stało … chwilę później kolejny „wujek” nocował w naszym mieszkaniu od czasu do czasu, syn mi wszystko opowiadał … odwiedzając syna widziałem w mieszkaniu butelki po winie, kwiaty, nową bieliznę itd…
Moja samoocena była na poziomie „0”, męskość, zaradność, „gówniana” praca (zdaniem ex)… itd. …
Powiedziałem sobie „DOŚĆ CHŁOPIE, WEŻ SIĘ W GARŚĆ BO SKOŃCZYSZ W PSYCHIATRYKU” ; zacząłem bardziej dbać o siebie, dieta, siłownia, bieganie; wspólne wyjścia z przyjaciółmi … aby przestać się zadręczać, myśleć, przezywać, zapomnieć …
Może takie rzeczy wydają się banalne ale naprawdę pomagają, oczyszczają głowę …
Oczywiście w międzyczasie … cały czas odwiedzałem syna , mieliśmy (mamy) zawsze świetny kontakt … jakieś 2-3 razy w tygodniu. Oczywiście ex od razu zobaczyła moją przemianę, nowe ciuchy, większa pewnośc siebie … z tego powodu robiła mi jakieś głupie wywody, widać było że szlag ja trafia, że jednak ten ex mąż nie był taki beznadziejny … tak czy siak, mleko się rozlało, doszło już do niej że „mnie już nie ma, że już straciła męża”
Za namową znajomych w grudniu zarejestrowałem się na Badoo… mówili , „co ci szkodzi, spróbuj, nic nie tracisz”… i tak też zrobiłem .. i stało się … po jakiś 3 tygodniach poznałem JĄ … i o tym będzie 2 kolejna część mojego story …

„Ona” – będę nazywał ją Ola
To był 8 grudnia 2016 … po 2 tygodniowym klikaniu na portalu wreszcie zobaczyłem ją …
Piękna, hipnotyzująca, wywarzona, mająco to coś w sobie, 40 lat, po rozwodzie, bez dzieci ..
Pracowała w korpo jako asystentka zarządu, była zadowolona z pracy i zarobków …pomyślałem IDEAŁ … po prostu strzał amora, przeznaczenie …. Napisałem wiadomość, odezwała się … to było TO … Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, a raczej głosu przez telefon, później poszło już jak z płatka, dziesiątki godzin na telefonie, mnóstwo wspólnych pasji, zainteresowań, kino, film, książki, muzyka …. Po prostu JEDNOŚĆ DUSZ …. Takie coś czuje się od razu albo wcale …
I ten jej głos, zabójczo seksowny, niesamowita inteligencja, świetne poczucie humoru, krótko mówiąc idealna kobieta … nie było końca tematów do rozmów, czasami potrafiliśmy przegadać 4-5 godzin każdego dnia , do 2-3 na ranem …
Wzajemne poranne pobudki „przez telefon” , miłe słowa na dzień dobry, smsy za dnia, na dobranoc ….
Wreszcie poczułem że żyję, że spotkałem kogoś wyjątkowego, ciepłego, tak innego niż ex w sposobie patrzenia na życie … na wszystko wokoło … Ci którzy przeżyli coś podobnego wiedzą o czym piszę...

Pierwsze spotkanie pod koniec stycznia… pojechałem na weekend do niej do Warszawy (wtedy mieszkałem we Wrocławiu)… zatrzymałem się u znajomego na te 2 noce …
Cudowne 3 dni, romantyczne kolacje, spacery, disco, mnóstwo rozmów …
Skończyło się tylko na pocałunkach, było fantastycznie …. One również była wniebowzięta … dziękowała za najpiękniejszy weekend w jej życiu

W międzyczasie rozpoczął się mój proces rozwodowy, walczyłem o orzeczenie winy ex…
Ola wiedziała jaka jest moja sytuacja, niczego nie ukrywałem …

Przyszły kolejne spotkania z, widywaliśmy się co 2 tygodnie z uwagi na fakt że co drugi tydzień miałem syna na weekend. Raz ja jechałem do Wawy, raz ona do mnie do Wrocławia.
Za każdym razem spotykaliśmy się wynajętych mieszkaniach, ja nie miałem warunków (wynajmowałem pokój u znajomych) a ona mówiła że „nie ma warunków na swoim mieszkaniu” , ok pomyślałem ….

Wspomniała o rodzinie i dziecku, nie miałem nic przeciwko, naprawdę chciałem je z nią mieć, wydawała się być idealną kandydatką … zakochałem się po uszy …
Połączyło nas coś niesamowitego, zrozumienie, rozmowy, niesamowita namiętność, cudowny, gorący sex … czegoś takiego nie przeżyłem nigdy wcześniej ….
Zaufałem jej, bezgranicznie, zwłaszcza że otwarcie mówiliśmy o byłych związkach, o partnerach …
Była otwarta w sprawach sexu, otwarcie mówiła co lubi czego nie, wspominała o wcześniejszych kochankach (głownie 20 letnich) których miała po rozpadzie własnego małżeństwa które również bardzo przeżyła, w ten sposób chciała się dowartościować jako kobieta … pomyślałem OK, pewnie, nie oceniam, miała do tego prawo…

Po trzech miesiącach moja ex zaczęła prosić o oto abym wrócił ; powiedziałem NIE i skończyłem temat ; nowej partnerce oczywiście o tym nie mówiłem, nie chciałem wprowadzać zamieszania, dla mnie temat byłego małżeństwa został zakończony. Pojawiły się pytania z jej strony, ja na dowód tego że nie kłamię dałem jej telefon do ręki, sprawdziła wszystko, korespondencję, smsy, Messengera .. itd. … jak się później okazało to był błąd … chciałem być uczciwy a okazałem się zwykłym idiotą …
Stała się bardzo podejrzliwa, o koleżanki z pracy, nawet o kobiety które oglądaliśmy w telewizji, paranoja …
Zaczęło mnie to trochę denerwować i prosiłem ją żeby przystopowała …

Po 3 miesiącach znajomości powiedziała że nie możemy funkcjonować na odległość …
Pojawiła się opcja jej przeprowadzki, pomyślałem „trochę za szybko ale co tam, damy radę”… pytała czy damy rade finansowo, mówiłem OK, damy radę ….
Zwolniła się z pracy praktycznie z dnia na dzień , informując mnie o tym po fakcie … dokładnie mówiąc poszła na L4 od psychiatry by mieć płacone 80% pensji…
Chwilę potem pojechaliśmy na wspólne wakacje do Egiptu, cudowne, fantastyczne 7 dni. Zaraz po tym przyjechała do Wrocławia , wynająłem mieszkanie … a chwile później dowiedziałem się że tak naprawdę to ona nie będzie w stanie wcale wspomóc mnie finansowo bo ma swoje zobowiązania, długi itd. …
Pomyślałem, co tak , damy rade, wziąłem kredyt … reasumując, to wspólne mieszkanie kosztowało mnie ponad 30tys … pieniędzy których nie miałem a które musiałem pożyczyć … prawda jest taka że ją

Przed jej przyjazdem zdecydowała się wynająć mieszkanie w Warszawie, pomogłem jej w remoncie bo szczerze mówiąc nie nadawało się do wynajęcia (już wiedziałem dlaczego wstydziła się mnie tam gościć wcześniej).
Nie miała w ogóle kuchni !!! jej mąż odchodząc nie zdążył jej zamontować …. Nie miała nawet zlewu, baterii, żadnych mebli, używała przenośnej, elektrycznej kuchenki a naczynia myła w łazience w umywalce …. Trochę mnie to zszokowało ale nic, pomogłem jej w tym remoncie, wykańczając również łazienkę…

Zamieszkaliśmy we Wrocławiu w maju 2017. Początkowo było ok, ja pracowałem ona szukała pracy ale bezskutecznie … pojawiły się pierwsze kłótnie. … że zbyt późno przychodzę z pracy, że nie rozmawiamy tak często jak wcześniej; że nie mam już dla niej tyle czasu … była sfrustrowana brakiem pracy a ja tym że to wszystko mnie zbyt dużo kosztuje …
Stawała się coraz bardziej podejrzliwa, całkowicie bezpodstawnie przetrzepała cały mój telefon, laptop … dokumenty rozwodowe, dowody w sprawie itd. …

Patrząc jednak w drugą stronę, naprawdę chciała w tym związku coś zmienić na +; wymyślała coraz to nowe zabawy, gry, quizy tak aby jeszcze nas do siebie zbliżyć …. Zamiast oglądać ogłupiającą TV… mówiła „Paweł, pracujmy nad naszym związkiem.. rozmawiajmy, miejmy wspólne plany” … i za to bardzo, bardzo jestem jej wdzięczny…
Bardzo chciała mieć dziecko, rodzinę … ze mną … czuła że to jej ostatni dzwonek … ja nie miałem z tym problemu ale najpierw chciałem zakończyć mój rozwód …
Chyba faktycznie byłem zbyt przytłoczony toczącym się procesem, kłopotami z ex która robiła mi problemy z widzeniem dziecka … to wszystko na pewno miało wpływ na naszą relacją .. pomimo wszystko NIGDY nie mówiłem praktycznie wcale o moim rozwodzie, trzymałem to wszystko na dystans aby ONA jak najmniej to odczuwała … jedynie 2-3 dni przed kolejną rozprawą przygotowywałem się do tego; ona o tym wiedziała i nie robiła z tego powodu problemów.

Jednoczenie Ola zaczęła szukać dla mnie lepszej, lepiej płatnej pracy (miałem 4000net)… całymi dnami przeszukiwała Internet, sama również szukała …
Cały czas powtarzała „Paweł, jesteś wart milion dolarów… wykształcony, inteligentny”
„Paweł, jesteś w złym miejscu, nie na stanowisku na jakie zasługujesz” … nie ukrywam że bardzo podnosiła mnie na duchu, w ex małżeństwie byłem raczej przegrańcem w oczach byłej żony …

Pierwsze niepokojące zachowania z jej strony zauważyłem w czasie naszych wspólnych weekendów z moim synem … nie dawała sobie rady z tym że większą uwagę skupiam na dziecka pomimo tego że naprawdę starałem się to dobrze balansować … to wtedy po raz pierwszy podczas kłótni powiedziała do mnie „sperd***, jesteś hu*”, słyszał to mój syn .. obaj byliśmy w szoku … doszło to tego że bałem się przywozić dziecko do naszego domu, Ola czasami miała super humor, bawiła się z synem a potem narzekała że jest zbyt głośny, hałaśliwy, nadpobudliwy … kolejny raz „spierd*” usłyszałem po raz kolejny w obecności syna na naszych wspólnych wakacjach … przepraszała, obiecała że to było ostatni raz, że ją sprowokowałem …

Kochałem, wybaczyłem, zapomniałem … życie toczyło się dalej … z czasem zaczął mnie irytować fakt że ja wydaje sporo na wspólne życie (wziąłem kolejny kredyt) podczas gdy ona oszczędza i odkłada pensje … tłumaczyła że to na czarną godzinę, jak już nie będzie pobierać pieniędzy po skończeniu L4…
Stale szukała pracy, chodziła na rozmowy ale nic z tego nie wynikało … był już zniechęcona …. Pocieszałem, wspierałem jak mogłem …w przeciągu 7 miesięcy spędzonych we Wrocławiu dołożyła się 900zł.
Czasami potrafiła przyczepić się do słowa „hello” powiedzianym rano … czemu nie „kochanie”? … bardzo często słyszałem „k*rwa, hello … co to jest , tekst jak do kolegi?” … szlag mnie trafiał .. wpadłem w paranoję … zacząłem się kontrolować co mówię , co piszę … wykasowałem wszystkie „podejrzane” jej zdaniem znajomości na FB, wyciszałem korespondencję na Messengerze, aby nie tworzyć pretekstu, nie dawać jej powodu do dyskusji … ograniczyłem kontakt ze znajomymi, kolegami … nigdzie nie wychodziłem aby jej nie denerwować …
Nawet w restauracji jak wspomniałem mimochodem że „obsługuje nas miła kelnerka” słyszałem „k*rwa, co za koleś … może się z nią umówisz od razu co ?” …

W międzyczasie dowiedziałem się że Ola zażywa leki, antydepresanty … przyznała że w przeszłości chorowała na nerwicę lękową którą już rzekomo wyleczyła … przeżyła bardzo rozwód, mąż odszedł do innej, twierdzi że ich małżeństwo było zgodne, że mąż ją bardzo kochał, bezgranicznie ale ona po prostu o niego nie dbała .. i dlatego odszedł do innej … przed odejściem namówił ją do aborcji, usunęła dziecko i do tej pory ma żal do siebie że tak postąpiła; niestety, dla niej on wciąż jest tym który kochał, szanował, był zrobić dla niej wszystko …. Jak twierdzi w ich związku nie działał tylko sex więc małżeństwo się posypało …

Nie lubiła gotować, ale dla mnie zaczęła, praktycznie uczyła się od początku … cieszyłem się jak dziecko …. Fajnie, zrobiła to specjalnie dla mnie … wielokrotnie podkreślała że w jej byłym małżeństwie mąż tego od niej nie oczekiwał, „kochał ją za to jaka była … nie wymuszał na niej takich rzeczy …” ; pomyślałem „kurczę, czy ja aż tyle wymagam, obiad raz na tydzień ?”
Miała w zwyczaju zamawiać obiad z restauracji obok niż pójść do sklepu i kupić parę produktów i samemu to zrobić … to też mnie irytowało … nie ma pieniędzy ale na jedzenie z knajpy jej nie szkoda … „trudno, pomyślałem … przeżyję, to nie dramat, ważne aby był spokój”

Cały czas powtarzała (i powtarza to do tej pory) że jestem „despotą, dyskutantem, że chcę ją sobie przyporządkować, że chce ją zmieniać, że liczy się tylko moje zdanie … że jej były mąż nie zwracał na takie rzeczy uwagi , że była z nim szczęśliwa itd. ..” … czasami sam się zastanawiałem czy tak faktycznie nie jest, wpadłem w paranoję…

Pierwszy raz dostałem w twarz na Andrzejkach w Krakowie w ubiegłym roku; to była kumulacja wielu rzeczy, moja frustracja wiecznymi uwagami, to zrobiłem, czego nie, o czym zapomniałem itd. …
Była to impreza w dużej disco, zrobiła mi „wywód” że zrobiłem sobie selfie z żonami moich kolegów ze studiów … że specjalnie się lansowałem aby zrobić sobie z nimi zdjęcie; kurcze, znamy się od 20 lat … nie wytrzymałem … od słowa do słowa; powiedziałem że „koniec z nami” …. Dostałem w twarz … resztę imprezy spędziliśmy osobno … miałem dość, byłem tak zmęczony kolejnym „wymysłem” z jej strony …
Po powrocie do domu znajomych dostałem jeszcze parę razy …. za to że zignorowałem ją na imprezie i się z nią nie bawiłem, dla niej to było niewytłumaczalne i niewybaczalne ; do tej pory o tym pamięta i wypomina przy byle okazji, kłótni ….
Rano miałem poobijaną twarz, moi znajomi tylko pukali się w głowę co ja z nią robię …

Miałem dość, po powrocie do Wrocławia powiedziałem że to koniec, że nie chce z nią być … wpadła w szał … bicie, plucie, kopanie …. rzucanie telefonem o ścianę , później utopiła go w klozecie … chciałem wyjść, zabrała klucze …. zaczęła pić alkohol, prosiłem by przestała … nie słuchała.. powiedziała „teraz mi zapłacisz za tą ignorancję na Andrzejkach w Krakowie, pożałujesz…” nie dała mi spać, ściągała ze mnie kołdrę, włączyła muzykę na głos… chciałem ją uciszyć , przekonać aby poszła spać … odwrotny efekt, agresja, bicie … a na koniec zamknęła mnie na balkonie w samych majtkach i podkoszulce (w listopadzie); siedziałem tak prawie godzinę a ona śmiała się i powtarzała „ tak samo się czułam na Andrzejkach, jak gówno …”
W końcu wszedłem do środka, usnąłem na siedząco na sofie, ona pijana zasnęła …

Powiedziałem DOŚĆ, wyprowadzam się … w jej trakcie usłyszałem „spierd*** mały fiutku” , mam cie w dupie …. wypier*** z tego mieszkania, jesteś „człowiek porażka, bez pieniędzy, auta czy dobrą pensją” , frajerem, z marną pensją , hu**** samochodem … nie dziwię się że była żona od ciebie odeszła … 40 letni biedak” …. Podczas przeprowadzki połowę rzeczy zbierałem na korytarzu… paranoja, wyrzucała mnie z mieszkania za które przecież sam płaciłem” … w trakcie wyprowadzki dzwoniłą do swojej 80 letniej matki i wymyślała niestworzone historie …. mówiła jej „gentelman starej daty wyprowadza się , facet bez klasy wreszcie daje mi spokój mamo” …
Powiedziałem jej, Ola wracaj do Warszawy, z nami koniec.. dość agresji, rękoczynów, nie mam już pieniędzy aby nas utrzymywać …

Po raz kolejny przepraszała, błagała … że to depresja z powodu braku pracy, przyjaciół których zostawiła w Wawie itd. …
Zarzekała się że nie poznaje siebie; nigdy, nigdy przenigdy nie robiła takich rzeczy, ze wszystkie jej poprzednie związki były zgodne, bez krzyku, nerwów, licytowania się , dyskutanctwa itd. … znowu wzbudziła we mnie poczucie winy że to może ze mną jest coś nie tak …. Faktycznie myślę że może to ze mną jest coś nie tak.
W końcu grudnia wróciła do Warszawy, zapłaciłem za przeprowadzkę… Znajomi i rodzina mówili „bardzo dobrze zrobiłeś , uciekaj póki masz szansę…. „

Niestety, wróciłem po miesiącu …. Bo prosiła, bo błagała, bo kochałem, bo tłumaczyłem sobie i innym że miała ciężki okres, że depresja, że brak pracy, że brak przyjaciół … znajomi pukali się w czoło …
Zaczęła prace w agencji nieruchomości … 1500zł na rękę .. pomyślałem, super „dobre i to na początek” …
W międzyczasie zdecydowaliśmy że ja przeprowadzę się do niej i tam będę szukał pracy …
Po kilku miesiącach znalazłem prace w Wawie i od maja tego roku mieszkamy razem już tutaj …
Pamiętam jak w zeszłym roku obiecała że jak się przeprowadzimy i będziemy mieszkać w jej mieszkaniu … będę mógł sobie oszczędzić pieniądze, w ten sposób chciała się odwdzięczyć za mieszkanie we Wrocławiu i fakt że musiałem brać na to kredyt.
Mieszkanie opłaca jej były mąż w ramach ugody rozwodowej w sądzie … także ona nigdy nie musiała płacić za kredyt hipoteczny oraz czynsz … wszystko opłaca jej były mąż … taka sytuacja ma miejsce od jakiś 5 lat.


Wydawało by się że to idealne rozwiązanie dla nas, możemy pracować i oboje odkładać nie płacąc za dach nad głową … ale co z tego jeżeli ona zarabia wciąż te marne 1500zł ? dwoiła się i troiła ale nie była w stanie zarobić nic więcej ; wciąż szuka pracy ale bezowocnie …. chodzi na rozmowy ale nic z tego nie wynika …
Z tego powodu płace jej za mieszkanie 1000zł, oprócz tego opłacam rachunki…. zakupy, media, restauracje, kino , itd. … w sumie to jakieś lekko 3000 wliczać jakieś 200-300zł jakie jestem w stanie jeszcze jej dorzucić na „paznokcie czy rzęsy” … ona żyła skromnie, wiedziała że z 1500zł wypłaty za dużo nie będzie mogła zrobić … więc z tego opłacała kredyt odnawialny, fryzjer, papierosy … czasami faktycznie sama kupowała bilety do kina czy do teatru, koncert .. pomimo takiej marnej pensji… wiedziałem że też się stara dać od siebie …

Wymarzyła sobie torebkę za 800zł… ma jedną jedyną od 6 lat … kupiłem jej w prezencie , obiecałem jej , była wdzięczna; pojechaliśmy na weekend do Sopotu, była zmęczona tą gównianą pracą i sfrustrowana cała tą beznadzieją… kupiłem jej kolczyki, była zachwycona …

Przez te 9 miesięcy pracy w agencji od stycznia zarobiła łącznie jakieś 2000zł prowizji … tragedia, więcej wydałem na paliwo aby wozić ją od nieruchomości do nieruchomości po całej Warszawie … ale widziałem że ma z tego radość, że ta profesja daje jej satysfakcję , wspierałem ile mogłem, pocieszałem, dodawałem otuchy …
Proszę , uwierzcie mi, naprawdę mnie to cieszyło, pomimo tej niskiej pensji widziałem tą radość w jej oczach … to zaangażowanie, wspierałem ją w tym tyle ile byłem w stanie…
Niestety, bardzo często odnosiłem wrażenie że nie widzi kompletnie mojego zaangażowania w tej sprawie; czasami nie mogłem pojechać gdzieś autem z różnych względów.. potrafiła mi to wypomnieć że „co ja takiego dla niej robię wielkiego”, że jako facet to powinien być mój obowiązek, nie przeczyłem, chodziło mi czasem o jej brak zrozumienia …

Do tego doszło ciśnienie posiadania dziecka, jak najszybciej bo ona ma już 40 lat … tłumaczyłem że kocham, że zależy mi na niej ale teraz to nie najlepszy moment … wciąż się kłócimy, nie mamy ustabilizowanej sytuacji finansowej … wszystko krok po kroku; niestety ona ma wizję że wkrótce będzie za późno i coś jej umknie, coś przegapi w swoim życiu …
Często płakała że ona nie czuje że ja chcę mieć z nią dziecko; że na tym mi już nie zależy bo mam już syna, jestem spełnionym ojcem … a ona nie chce być sama na „tym świecie, że chce mieć kogoś (dziecko) kto będzie ją kochał bezinteresownie bez względu na wszystko …” Kocham ją ale boję się tych huśtawek nastrojów, tych awantur, braku stabilu finansowego z jej strony … bardzo bym chciał ale nie poradzimy sobie żyjąc tylko z mojej pensji … ona wydaje się tego rozumieć…


W ten sam sposób mijały kolejne miesiące .. lipiec, sierpień, wrzesień … wzloty i upadki, fantastyczne dni, pełne troski i ciepła przeplatane kłótniami , jej agresją , wyzywaniem , także biciem od czasu do czasu …
Przyznaje, jest to chore ale powoli zacząłem się do tego przyzwyczajać … Ola się zdenerwuje, wykrzyczy .. a na drugi dzień będzie lepiej …. Słowo „spierdalaj” słyszałem coraz częściej, gdy się z czymś nie zgadzałem , gdy mówiłem „dość” … niestety chwile po tym już o tym nie pamiętałem a raczej udawałem że tak jest …
Parę razy w kłótni groziła mi że będzie zeznawać w sądzie przeciwko mnie, że będzie trzymać stronę mojej żony … to był kolejny znak że coś jest nie tak …. że muszę zatajać pewne informacje odnośnie mojego rozwodu w obawie przed jej „zemstą” ….

Stawałem się coraz bardziej obojętny, wiedziałem że cokolwiek nie zrobię , zawsze będzie mało … ona pytał co mi jest … ja jej tłumaczyłem „Oluś, nie rozumiem Cie, proszę nie zachowuj się tak, zmień się” .. ona powtarzała w kółko „miłość jest bezwarunkowa, jeżeli mnie kochasz, akceptujesz mnie taką jaka jestem … jeżeli jest inaczej … to nie jest miłość Paweł, ty mnie po prostu nie kochasz…”
Coraz częściej „łapałem focha, miałem już dość tłumaczenia się co zrobiłem z co nie, zadzwoniłem, nie zadzwoniłem .. itd… i za każdym razem był to jej zdaniem dowód na to że mam ją w dupie” …

Często w nerwach wypominała mi że wyliczam wydatki, co i kiedy jej kupiłem co nie jest prawdą … przez cały ten okres naprawdę dawałem wszystko co miałem … cały czas wypominała mi że nie rozumiem jej sytuacji finansowej, że ona nie ma pieniędzy, nie ma za co żyć a ja mam to w dupie ….
Wspominałem jej że chciałbym w końcu trochę oszczędzić… i kupić trochę lepszy samochód (jeżdżę 18letnią toyotą); mówiłem to w dobrej wierze, aby było wygodniej, bezpieczniej …
Po prostu było mi wstyd bo jeździłem najgorszym autem w firmie pomimo że mam kierownicze stanowisko ..
Wielokrotnie wcześniej Ola w nerwach szydziła z tego mojego „porsche” … nie rozumiała tego, mówiła tylko stale „IDZ, ZOSTAW MNIE … ODEJDZ I KUP SOBIE LEPSZE AUTO, MNIE MASZ Z DUPIE WIĘC TERAZ MIEJ TE SWOJE PIENIĄDZE TYLKO DLA SIEBIE” … dziecinne, prostackie teksty z ust 40 latki … nigdy nie mogłem tego zrozumieć …

Wielokrotnie wspominała że "z uśmiechniętej, radosnej dziewczyny zrobiłem potwora, prawdziwą jędzę" ; ona zdawała sobie sprawę z tego jak się zachowuje ... jej zdaniem to był wpływ mojej postawy, fochów, obrażania się o byle co ... uwierzcie mi, naprawdę próbowałem ale po prostu czasami brakowało już cierpliwości; zamiast wałkowania w kółko ten sam temat wolałem się zamknąć w drugim pokoju i przeczekać burzę ; ona nie rozumiała tej mojej postawy ... Ile można zapewniać że się kocha, że jest dla mnie ważna tylko te cholerne kłótnie mnie zabijają, coś we mnie pęka wiec automatycznie stawałem się coraz bardziej obojętny; łudziłem się że wreszcie będzie dobrze ....
Ona walczyła o Nas do końca, powtarzała że nie jest z pokolenia "ikea" , że chce naprawiać to co nie działa a nie wymieniać na "nowy model" , to była to piękna postawa, doceniałem to ale naprawdę czasami miałem już dość ... ile to razy jechałem do pracy ze łzami w oczach ... zastanawiałem się co zastanę po powrocie ... jak bumerang wracał temat "nie mamy wspólnych planów, traktujesz mnie jak plaster na nieudane małżeństwo" ... to nie prawda ... nigdy nie powiedziałem ze moja ex była lepsza.. NIGDY .. wiedziała że jest dla mnie wygraną w totka ... ale temat rodziny, dziecka wracał praktycznie co parę dni ... z wiadomych powodów mówiłem "Oluś, kocham Cie, chce być z tobą ale teraz nie możemy sobie pozwolić na dziecko" ... ona już tego nie słuchała, dla niej to był jasny sygnał że NIE CHCE ... co nie było prawdą ...

Wyprowadzałem się ze łzami w oczach pare razy w przeciągu ostatnich miesięcy, kolejna awantura, mówię dość i wyprowadzam się... uwierzcie mi ... już nie wytrzymywałem , ona traktowała to jako "labilność" emocjonalną, że zachowuje się jak dziecko a nie dojrzały facet... może i miała rację ale czasami po prostu już BRAK CIERPLIWOŚCI, COŚ PĘKA ... CHCESZ UCIEKAĆ ...
Za każdym razem wracałem, bo kochałem, bo czułem się za nią odpowiedzialny ... bo miała ciężko sytuację materialna itd ...
Mówiła wiele razy że jestem dla niej NAJWAŻNIEJSZY, nie ma nikogo innego; jako jedynaczka chce mieć we mnie bratnią duszę, przyjaciela, kochanka, oparcie itd ... robiłem co w mojej mocy .. naprawdę ...
Zdawała sobie sprawę że wkrótce jej rodzice umrą i zostanie sama... bez nikogo bliskiego ... ja byłem JEDYNYM jej wsparciem.


Odszedłem w ostatni weekend.. NA ZAWSZE …. Kolejna awantura …. Wyzwiska … bicie… opluwanie ….. kopanie … musiałem wezwać policję bo nie chciała mnie wypuścić z domu … to był horror … dostała szału jak powiedziałem jej że „dość, odchodzę” i że wygrałem już sprawę w sądzie więc nie będzie mnie już szantażować … uwierzcie mi, to był koszmar … wyzwiska .. „spierd*** śmieciu, jesteś psem, zjebem, małym fiutem, z c**j*** marnym autem oraz pensją, że już umówiła się na dobre jeb***n z jakimś 25 latkiem z Badoo który wreszcie ją ostro zerżnie” … nie dowierzałem w to co słyszę ….

Dzień później zrobiłem obdukcję „w razie W” ... bo przed wejściem policji którą nie chciała wpuścić przez 2 GODZINY specjalnie wymazała się moją krwią i rozerwała koszulkę… a po ich wejściu do mieszkania skarżyła się że ją biję od 3 godzin …
A propos krwi, rozcięła mi skórę na głowie telefonem, biła mnie pasem … piszczele mam opuchnięte od kopania (ledwo chodzę) …
A żeby było mało, na koniec zadzwoniła do mojej byłej żony i obiecała jej pomóc w uzyskaniu większych alimentów, że pomoże jej mnie „załatwić” … byłem w takim szoku że tylko słuchałem, nie byłem w stanie wymówić ani słowa… słuchałem jak obie na mnie jadą … jak mnie wyśmiewają …. I klechają sobie jak dobre przyjaciółki … I oczywiście Ola wychwalała swojego byłego męża który rzekomo naprawdę ją kochał i szanował, i że naprawdę był super facetem z dobrą pensją , nie taką jałmużną jak ja (nie wspominała o tym że zmusił ją do usunięcia ciąży) …
A to wszystko dlatego że powiedziałem : DOŚĆ, ODCHODZĘ…

To była ta ostatnia sobota tj. 29.09 … tego samego dnia wieczorem zadzwoniła jeszcze do moich 80 rodziców i płacząc w słuchawkę naopowiadała im różnych głupot na mój temat .. na szczęście jej nie uwierzyli …
Zablokowałem jej połączenia , FB, messengera .. nie mam siły aby czytać jakichkolwiek wiadomości od niej ... przez pierwsze pare dni dzwoniła, coś pisała .. już przestała ... nagrała mi nawet na sekretarkę "bicie własnego serca" ...

Ola nie ma już tej pracy, zrezygnowała ze stałej pensji (1500zł) na poczet większej prowizji .... jest bez środków do życia ... po mnie ma tylko ubezpieczenie na życie i opiekę madyczną w Enel Medzie która zakupiłem dla niej parę miesięcy temu w mojej firmie... tego jej nie zabiorę, pękło by mi serce ...

Obecnie jestem u znajomych, szukam mieszkania … serce mi pęka, krwawi… po prostu nie rozumiem, jak mogła to wszystko zrobić … nie rozumiem , nie dowierzam …

Na koniec powiem tyle.. serce mi pęka bo mam świadomość ze oprócz tej ciemnej strony Ola miała mnóstwo pozytywów; zbudowała mnie na nowo, jako faceta i jako kochanka; pomogła mi znaleźć lepszą pracę abym czuł się spełniony; cieszyły ją małe rzeczy ; doceniała naprawdę drobnostki ; liczyła się dla niej relacja, rozmowa … robienie czegoś razem, zaraziła mnie kinem, teatrem, innym sposobem spędzenia czasu niż ten przed telewizorem …
Może się mylę ale mam wrażenie że zniszczyłem jej życie, że nie rozumiałem jej potrzeb, że byłem zbyt zajęty „sobą”, swoim rozwodem, aby nie zauważyć że cierpi, że potrzebuje ciepła , spokoju …
Z drugiej jednak strony starałem się jak mogłem, do tego stopnia że bardzo często kontrolowałem się w tym co robię, co mówię … poranne liściki, często kupowałem kwiaty, czasami jakiś mały prezent … dawałem tyle ile mogłem …

Jak widzicie, dużo się działo (dzieje) się w moim życiu …
Jestem cholernie zmęczony, zrezygnowany …
Jak mogłyście się przekonać, kobiety też biją, i poniżają … pomimo tego że kochają i są kochane …
Pewnie wiele z Was powie że za szybką wszedłem w nową relację, związek .. pewnie tak , ale tego nie kalkulowałem .. to było po prostu TO …
Zostają tylko strzępy nerwów i rozdarte, nieszczęśliwe dusze … wielka szkoda … bo tak naprawdę wciąż ją KOCHAM.

Powiedzcie mi , czy mogłem zrobić coś więcej, czy mogłem uratować ten związek, czy to miało prawo się udać … ???
Zwracam się do Was jako Facet, który kochał i chciał, któremu bardzo zależało … BARDZO …

vlad1431
Bywalec
Posty: 57
Rejestracja: 06 sie 2018, 2:53
Płeć: Nie określono

#2 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: vlad1431 » 05 paź 2018, 1:14

Jak to mówią, miłość jest ślepa...
Byłeś miłosiernym samarytaninem i nie wyobrażam sobie jak możesz się czuć po tym wszystkim.
Dałeś z siebie 200%, ale cóż, mogło by się wydawać, że wrażliwość to cnota.
Jedyne co mogłeś zrobić, to nafaszerować swoją miłość jeszcze mocniejszymi prochami.
Wiem że fajnie się mówi stojąc z boku i nie czując tego co Ty czujesz.
Ale nic nie pozostaje tylko zaakceptować to wpierw.
Podobno dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi, ale można wejść z rzeki w bagno.
Ja bym z dwojga złego zastanowił się nad powrotem do żony, nie wiem co czujesz, podejrzewam że nienawiść.
Weź jeszcze pod uwagę syna.
Ale jak sam się nie zmienisz i nie zaczniesz brać z życia a nie tylko dawać, to ciężka sprawa.

Ola ma chyba mocne zaburzenie osobowości, ale jest na pewno źle zdiagnozowana, albo złe prochy zjada.
Albo jedno i drugie, trzecie to, że ma wyjebane na to i liczy na Ciebie, że Cię zamęczy na śmierć.
Przypomniał mi się film "Tato".
Jedno jest pewne, ma już 40 lat i i prawdopodobieństwo że wyjdzie z tego na moje oko jest równe zeru. A faszerować ją mocniejszymi prochami, to będziesz miał drzewo. Które przy okazji może sporo przytyć od prochów.
Pozostaje jeszcze terapia, ale obawiam się że w tym wieku mogą być już nie odwracalne zmiany w mózgu. Także można by próbować minimalizować to wszystko, ale na całkowitą zmianę nie licz.
Na temat finansów to trzeba było by osobny rozdział w poście.

Nie wiem na ile czujesz się na siłach, ale możesz się odciąć od obydwu i szukać nowej miłości, jeżeli czujesz się atrakcyjny, a wydaje mi się że jesteś. Zrobić to co zrobiłeś dla siebie wcześniej. 30 letnie kobiety potrafią się w 60 latku zakochać i nawet boją się odrzucenia.

Wysłane z mojego GT-I9305 przy użyciu Tapatalka

Poza tym jesteś w takim dole, że przedewszystkim Tobie terapia by się przydała.

Zacznij walczyć o siebie, powodzenia!

Primo42
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 04 paź 2018, 21:45
Płeć: Mężczyzna

#3 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: Primo42 » 06 paź 2018, 0:55

Vlad, dzięki za odpowiedź ... jest w tym dużo racji, przyznaję ...

Awatar użytkownika
salata
Arogant
Posty: 230
Rejestracja: 01 wrz 2016, 13:54
Płeć: Mężczyzna

#4 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: salata » 06 paź 2018, 6:27

Napiszę prosto z mostu i co z tym zrobisz zalezy od ciebie. Najpierw musisz naprawić siebie. Nie masz pojęcia o związkach i kobiety to wykorzystują. Przyciagsz do siebie specyficzny typ kobiet z zaburzeniami. O ile przy żonie mogłeś mieć klapki na oczach, to po niej powinieneś wyciągnąć wnioski o naturze kobiet.
Dajesz się wykorzystywać. Na pierwszy rzut oka dla kobiety to może być przyjemne, by bardzo szybko zrozumieć, że taka osoba nie jest dla nich wiele warta i tak zaczynają ja traktować.
W sprawie rozwodowej też pewnie idziesz na ustępstwa "dla dobra dziecka". Najbardziej szkoda mi małego, bo będzie miał chujowe wzorce postępowania z kobietami i pewnie skończy podobnie.
Aby czuć się szczęśliwy w związku musisz czuć się szczęśliwy sam ze sobą. Banał, ale mało ludzi to rozumie. Ty pchasz się od razu na 100% w ramiona kobiet nie zwracając uwagi na ich zachowanie i reagować odpowiednio na nie. Z kobietami to jak z dziećmi. Trzeba je prowadzić i mówić co mają robić. Często nawet przedmiotowo. Musisz popracować nad samooceną, bo póki co nadal jej poziom jest niski. Póki nie weźmiesz się w garść to nie będzie poprawy. Musisz przestać uzależniać swoje szczęście od obecności kobiet. Skoncentruj się na dziecku i na tym jakim on powinien zostać mężczyzną i tak się zachowuj.
Im starszy jestem tym bardziej staje się seksistowski. Doświadczenie mówi mi to jednoznacznie, a jestem trochę młodszy od Ciebie.
Czeka cie wiele czytania i edukacji. Możesz lekture zacząć od bloga Świadomość Związków. To takie podstawy. Później polecam trochę książek psychologicznych. Dalej poleci.
pozdrawiam / mvg / mvh
Salata

Awatar użytkownika
AngelSue
Warchoł
Posty: 334
Rejestracja: 27 sie 2016, 0:13
Płeć: Kobieta

#5 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: AngelSue » 06 paź 2018, 13:08

Nie wierzę, że doczytałam do końca :D

Kompletnie nie rozumiem, po co po kilka razy pakowałeś się w to samo bagno. Sam sobie to wszystko zgotowałeś. LUDZIE SIĘ NIE ZMIENIAJĄ! ZAPAMIĘTAJ TO.

Jesteś naiwny, wierzysz w każdą wymówkę, każde usprawiedliwienie z dupy, łykasz wszystko jak młody pelikan. Stary facet. Kto ma miękkie serce musi mieć twardą dupę.
Brakuje Ci stanowczości i konsekwencji w działaniu, dlatego baby wchodzą Ci na łeb i zaczynają robić kupę, a Ty jeszcze bijesz im brawo.

Primo42 pisze:Źródło posta wyzwiska .. „spierd*** śmieciu, jesteś psem, zjebem, małym fiutem, z c**j*** marnym autem oraz pensją, że już umówiła się na dobre jeb***n z jakimś 25 latkiem z Badoo który wreszcie ją ostro zerżnie” … nie dowierzałem w to co słyszę ….

Primo42 pisze:Źródło posta „spierd*** mały fiutku” , mam cie w dupie …. wypier*** z tego mieszkania, jesteś „człowiek porażka, bez pieniędzy, auta czy dobrą pensją” , frajerem, z marną pensją , hu**** samochodem … nie dziwię się że była żona od ciebie odeszła … 40 letni biedak”

Primo42 pisze:Źródło posta A propos krwi, rozcięła mi skórę na głowie telefonem, biła mnie pasem … piszczele mam opuchnięte od kopania (ledwo chodzę) …
A żeby było mało, na koniec zadzwoniła do mojej byłej żony i obiecała jej pomóc w uzyskaniu większych alimentów, że pomoże jej mnie „załatwić” … byłem w takim szoku że tylko słuchałem, nie byłem w stanie wymówić ani słowa… słuchałem jak obie na mnie jadą … jak mnie wyśmiewają …. I klechają sobie jak dobre przyjaciółki …


a ...

Primo42 pisze:Źródło posta wielka szkoda … bo tak naprawdę wciąż ją KOCHAM.


Chłopie... to jest dno dna. Co Ty chcesz tu przekazać, że trzeba was traktować jak psa żebyście nas pokochali? Ocknij się bo przez swoje patologiczne środowisko zniekształcasz relacje damsko-męskie.

Zbuduj się od nowa. Zapomnij o kobietach na jakiś czas, skup się na synu i pracuj ostro nad sobą, po będą potrzebne lata żeby wyciągnąć Cię z tej patologi.
" Lepiej być nienawidzonym za to kim się jest, niż kochanym za to, kim się nigdy nie będzie"

Primo42
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 04 paź 2018, 21:45
Płeć: Mężczyzna

#6 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: Primo42 » 08 paź 2018, 11:57

Witajcie,
salata - dzięki stary za cenne rady ... mądrze powiedziane "Aby czuć się szczęśliwy w związku musisz czuć się szczęśliwy sam ze sobą... Musisz popracować nad samooceną, bo póki co nadal jej poziom jest niski..... Musisz przestać uzależniać swoje szczęście od obecności kobiet. Skoncentruj się na dziecku i na tym jakim on powinien zostać mężczyzną i tak się zachowuj " trafne uwagi ... dziękuję ...

AngelSue
Brutalnie ale prawdziwie ... tak ma być, powinno boleś , nie oczekuję że ktoś będzie sie nade mną litował tylko powie mi "Kur** chłopie, to była patologia i tą babą byś sobie życie nie ułożył choćbyś sobie żyły wypruł"....
Ty przedstawiłaś to krótko i dobitnie ... pojechałaś po "bandzie", poczułem się jak prawdziwy IDIOTA , o to chodziło ... uwagi tym cenne że ze strony kobiety ... jeszcze raz dzieki ...

Postanowiłem że wreszcie zajmę się TYLKO sobą i moim synem, nikim innym ... w 100% ; jakiś sport, może nowe hobby; na pewno psycholog i jakaś grupa wsparcia ludzi o podobnych toksycznych związkach ... od zawsze chciałem wrócić na siłownie ... do biegania ... czas wreszcie przestać o tym pier*** tylko zabrać du** w troki ..

Raz jeszcze dziękuję ...
PS.
AngelSue ... konkretna z Ciebie babka ;)

Awatar użytkownika
Adventures
Warchoł
Posty: 317
Rejestracja: 07 wrz 2016, 23:45
Płeć: Mężczyzna

#7 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: Adventures » 08 paź 2018, 12:42

Fajnie,że znalazłeś na tym forum to,czego szukałeś.

Powodzenia!

Awatar użytkownika
AngelSue
Warchoł
Posty: 334
Rejestracja: 27 sie 2016, 0:13
Płeć: Kobieta

#8 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: AngelSue » 10 paź 2018, 19:13

Primo42 pisze:Źródło posta wreszcie zajmę się TYLKO sobą

Po 40 latach wypadałoby :P

Primo42 pisze:Źródło posta AngelSue ... konkretna z Ciebie babka

Mam jakiś dziwny talent sprowadzania ludzi na ziemię <radość>
" Lepiej być nienawidzonym za to kim się jest, niż kochanym za to, kim się nigdy nie będzie"

Awatar użytkownika
Simple
Bywalec
Posty: 95
Rejestracja: 28 sie 2016, 16:59
Płeć: Nie określono

#9 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: Simple » 13 paź 2018, 17:08

Nie wierze. To chyba jakaś prowokacja.

Primo42
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 04 paź 2018, 21:45
Płeć: Mężczyzna

#10 Zdradzony i ponownie sponiewierany - POMOCY

Nieprzeczytany postautor: Primo42 » 15 paź 2018, 8:11

hej,
Dzięki za słowa otrzeźwienia ... nie mam komu sie wygadać ... rodzina i znajomi wiedzą tylko o samym fakcie że z nią skończyłem ...

Minęło 2 tygodnie .... ona się nie odzywa .... żyję ... i mam nadzieje że będzie lepiej ...
A propos to komentarza wyżej ...
Nie, to nie prowokacja ... to niestety szczera prawda ...

Nie oceniajcie ... dopóki nie spotka Was podobna historia ... też byłem "taki mądry" ... kiedyś ...


Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości